środa, 11 listopada 2015

Bajki z Auschwitz...

książka jak członek rodziny? dlaczego by nie...?
kilkunastu a nawet kilkudziesięciu członków rodziny... jak w ogromnej włoskiej rodzinie... każdy ma swój niepowtarzalny charakter głośno mówi swoje zdanie... i każdy chce wyjść przed szereg... ale jest taki członek rodziny który stoi trochę z boku... trochę nieśmiały... zagubiony...

Tosia miała około 5 miesięcy kiedy wyruszyła z nami... to nie był wyjazd do disneyland'u...
pojechaliśmy w miejsce w którym coś się kończy i coś się zaczyna...  był koniec lutego... zima ze śniegiem i minusową temperaturą... pamiętam jak karmiłam ją w aucie... a potem wszyscy poszliśmy tam... było za zimno więc w połowie zwiedzania postanowiłam że poczekam w budynku... czas się dłużył... i wtedy zobaczyłam w skromnym sklepiku z pamiątkami.... książkę...

opis do niej zaczyna się tak... "jak to możliwe że w obozie koncentracyjnym, gdzie cierpieli i ginęli ludzie, powstały bajki dla dzieci, z pięknymi kolorowymi ilustracjami i starannie wykaligrafowanym tekstem?..."

te bajki to świadectwo miłości...

próbuję wyobrazić sobie kogoś kto je napisał... i kogoś kto na nie czekał... może to ojciec na sześć dni przed swoją śmiercią... a po drugiej stronie może jego niecierpliwy syn ... na próżno...
















książkę można kupić przez internet... ale ja całą sobą zachęcam do kupna na miejscu...
byłam tam kilka razy...
tam gdzie wszystko się kończy i wszystko się zaczyna...


bierzemy udział w akcji Przygody z książką tutaj







11 komentarzy:

  1. A ja ciągle nie mam odwagi tam pojechać. Szczególnie teraz dy dzieci za duże, żeby nie zorientować się gdzie są i za małe żeby pojąć. Z reszta kto to jest w stanie pojąć w ogóle?

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też zbieram się do tej wizyty co roku odwiedzając południe Polski... i za każdym razem tchórzę (w tym roku kolejny raz pojechaliśmy do Wieliczki ;/)
    może jeszcze raz powinnam zacząć "oswajanie" tematu od tej książki? chociaż myśl, że i ta miłość nas łączyła, nic nie ułatwia

    P.S. mamy takiego samego SAS-a :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dreszcz przerażenia z ciekawością przeszedł mi po plecach...my mamy do Oświęcimia bardzo blisko, ale nie jest to miejsce, które się chce odwiedzać...ogrom cierpienia i nieszczęścia przytłacza na długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czuję jakbym musiała tam być co jakiś czas... jakbym komuś obiecała pamiętać...

      Usuń
  4. Też nie byłam nigdy. Zdezerterowałam z wycieczki szkolnej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba mi przeszedł dreszcz! Niezwykła książka, wyjątkowe realia. aż trudno uwierzyć, że mogły Tam powstawać bajki.
    Piękne zdjęcia pełne ciepła i zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. niezwykla książka! nie słyszałam o niej nigdy! muszę o niej pamiętać

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam tam dwa razy przed maturą. Jestem z południa więc zawsze są w to miejsce wycieczki ze szkoły. Mocno przeżyłam. Tymka zabiorę jak dorośnie i wtedy może zakupimy książkę?

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest na prawdę niesamowite. Bajki, które nie ma wątpliwości, że powstały z miłości.

    OdpowiedzUsuń

Polub Tochanę na Fb...