wtorek, 23 września 2014

tysiące fotografii...





robię czasami za dużo zdjęć... wiem... z dzieciństwa mam kilka fotografii...wywołanych... w albumie...gdzieś na festynie tato przywiązuje mi balon do nadgarstka żeby nie odfrunął... mocno świeci slońce... a ja śmiesznie mrużę oczy aż na policzkach robią się dołeczki... następne zdjęcie ktoś mi zrobił może za kilka dni... miesięcy... a może lat... Tosi też wywołuję fotografie bo lubię dotykać i kartkować albumy ze zdjęciami... czasami wystarczy jedno zdjęcie... bywa że specjalnie nie wyciągam aparatu... lub nie zabieram go do teatru czy na wycieczkę... nie chcę być natarczywa... biegać i cykać... chociaż mnie korci... czasami potrzebne są tylko wspomnienia... bez żadnych dowodów...


"... Na jednej z pierwszych fotografii siedzę na nocniku. Nagusieńka i szczęśliwa. Trzymam misia - dużego Uszatka. W tle kawałek pokoju. Zdjęcie na pewno zrobił tata swym radzieckim aparatem, który nosił w skórzanym pokrowcu zapinanym na mocne zatrzaski... zdjęcie jest czarno białe, ale ja wszystko wiem: nocnik był ciemno - żółty, moje włosy - zupełnie jasne, miś - ciemno - brązowy z pomarańczowymi uszami, a spod pachy (czego nie widać na zdjęciu) wysypywały mu się styropianowe kuleczki, przez co robił się coraz chudszy. Niedoskonałość obrazu niczego nie odbiera. Uruchamia wspomnienia, by dopowiedziały, co znajduje się poza kadrem. Tam po prawej musi być moje łóżeczko z beżowymi szczebelkami. Niebieska pluszowa kaczka z długą sierścią i jej koleżanka - żółta małpa... Jest wieczór, zaraz zostanę zabrana do kąpieli. Do wanny wskoczy ze mną szczoteczka w kształcie żółwia. Mama umyje mi włosy pachnącym szamponem Bambino, będę robić z piany porcje lodów i podawać jej do niby zjedzenia. A potem postawi mnie na koszu z brudną bielizną, wytrze całą wykrochmalonym ręcznikiem w granatowo - czerwone prążki... Do jednej, niewyraźnej fotografii można dopowiedzieć całe życie. Doskonalsze zdjęcia, które robiliśmy później, zamykają mi usta. Nie mam przy nich wiele do dodania. Obraz jest tak ostry i niepodważalny, że brakuje okazji do domysłów i dla płatającej figle pamięci, która tyleż rejestruje, ile zmyśla przeszłość..."





wróżka zębuszka już u nas była... ;)









marta made it  tutaj






fragm. "Znaki szczególne" P. Wilk - polecam ...

środa, 17 września 2014

moja miłość...

...o wyższości zabawek drewnianych nad zabawkami z plastiku nie muszę nikogo przekonywać...
niestety nic nie poradzę że moja córa (pewnie nie ona jedna) umiłowała sobie zabawki z plastiku...
gdybym wybierała zabawki tylko ja... to Tocha nie miałaby ani jednej sztucznie wytworzonej... w internecie aż roi się od firm na widok których cieknie mi ślina... no cóż pozostaje mi jeszcze jedna deska ratunku... Tymon...
to wszystko nie znaczy że u nas zabawek drewnianych nie ma... a są i owszem ale Tośka często nimi gardzi... cóż mam poradzić... mieszają się na półkach i w koszach z różowym plastikiem... a co jest jeszcze lepsze od drewnianej zabawki?... drewniana zabawka używana... mogłabym o nich opowiadać godzinami... kto wcześniej trzymał je w rączkach... o tej rysie co to pewnie po upadku z półki...ach...

przygotowuję post o mojej miłości... czyli o ... drewnianych zabawkach... ;)
i jeszcze jeden pt: "zamiast"... twórcze wykorzystanie zwykłych przedmiotów...i ... przekształcenie ich w zabawki...


























Polub Tochanę na Fb...